„Cudzoziemka” - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Po południu Adam wrócił z pracy z gimnazjum. Gdy nadeszła pora obiadu mąż Róży poszedł po nią do salonu. Kobieta wpadła w szał, ponieważ przerwał jej próbę. Zaczęła krzyczeć, żeby domownicy zjedli obiad bez niej, lecz Adam nie ustąpił. Z płaczem zasiadła przy stole. W takich chwilach tylko Kazio umiał ją udobruchać miłymi słówkami czy śmieszną miną. Przy stole Adam oznajmił, że zabrani jej gry na skrzypcach i występów, jeśli nie będzie wypełniać rodzinnych obowiązków. Gdy pojechała na próbę w domu zrobiło się natychmiast wesoło, a babcia Sophie dała dzieciom konfitury.

Róża szukała w macierzyństwie ukojenia. Kiedyś zraniona przez Michała, dla pierworodnego syna Władysława chciała być bóstwem. On z kolei patrząc na dziwactwa, rozpacz i furię matki myślał, że wszystkie kobiety są do niej podobne. Róża nauczyła syna gry na fortepianie, ponieważ odziedziczył po niej smykałkę do muzyki. Adam zawsze chodził na jej koncerty, a po nich towarzyszył małżonce w drodze do domu. Gdy Władyś miał szesnaście lat pierwszy raz akompaniował jej przed publicznością. Róża szczyciła się synem, gdy stali ramię w ramię, młodzi i piękni, na scenie w deszczu oklasków.

VI

W wieku dwudziestu paru lat Władyś przebywał za granicą na studiach. Poznał tam brzydką i biedną Halinę. Po pół roku znajomości zawiadomił rodziców o swoich zaręczynach. Róża natychmiast pojechała do niego do Berlina. Władyś przywitał ją na dworcu kolejowym z kwiatami w ręku i zawiózł do pensjonatu. Wieczorem pojechali do opery, gdzie panowie zachwycali się urodą Róży. Ona patrzyła na nich z pogardą, gdy szła u boku syna. Rozdawała jedynie sztuczne uśmiechy na prawo i lewo, niczym królowa, a mężczyźni ustępowali jej miejsc i schodzili z drogi.

Nazajutrz zwiedziła galerię sztuki, a po obiedzie Władyś przywiózł do pensjonatu Halinę, aby przedstawić ją matce. Dziewczyna ubrała się odświętnie, a o jej przejęciu sytuacją świadczyły wypieki na twarzy. Odpowiadała spokojnie na pytania Róży, która potraktowała ją oschle. Bohaterka nawet nie poruszyła tematu zaręczyn. Nie było tajemnicą, że obie panie nie przypadły sobie do gustu.

Gdy zasmucona Halina wyszła, zapłakany Władysław miał pretensje do matki, że tak potraktowała jego narzeczoną. Jednak nie potrafił się jej sprzeciwić i pogodził się z jej decyzją. Doskonale pamiętał, jak matka dbała o niego i o brata w dzieciństwie. Zawsze byli schludnie i czysto ubrani, nie chodzili głodni, przyjaźnili się z synami wysokich dygnitariuszy, uczęszczali do dobrych szkół. Zawdzięczał jej zbyt wiele, by teraz jej się przeciwstawić. Matka zarabiała wystarczająco dużo dzięki występom, by opuścić niezaradnego ojca i poszukać szczęścia gdzie indziej, jednak nigdy tego nie zrobiła. Nie opuściła ich, choć mogła, ponieważ była niezwykle utalentowana i piękna.

Odrzuciła Halinę jako kandydatkę na żonę Władysława i musiał się z tym pogodzić. Powiedziała wówczas do niego:
Idź i tej zmokłej kury nie próbuj ty wpychać, nie imponują mnie „wspanialsze zalety”, twojemu tatusiowi ją prezentuj!
Została w Berlinie jeszcze na kilka dni.

Niemcy, słysząc jej akcent mówili o niej cudzoziemka. Nie dziwiło ją to, powiedziała Władysiowi, że od bardzo dawna, gdziekolwiek by nie była, wszyscy tak ją tak nazywają słysząc rosyjską wymowę. W Taganrogu, gdzie mieszkała jako dziecko, nie chodziła do cerkwi, tylko do kościoła. Kiedy ciotka zabrała ją do Warszawy, ludzie pytali ją be przerwy: pani z Kresów czy z Rosji? Do końca jej pobytu w Berlinie nie rozmawiali z synem o Halinie, poprosiła go jedynie o zerwanie tej znajomości, ponieważ dziewczyna nie była wystarczająco dobra dla niego. Kiedy Róża wyjechała Władysław udał się do Haliny i wycofał zaręczyny.

VII

Kilka lat później Władyś zawiadomił rodziców listownie, że oświadczył się Jadwidze Żagiełtowskiej pochodzącej z ziemiańskiej rodziny. W kopercie znajdowała się również zaręczynowa fotografia. Na pięć godzin przed ślubem rodzice stawili się w mieszkaniu syna. Nie było już czasu na oficjalne wizyty. Władysław przyprowadził swoją przyszłą żonę, aby zapoznała się z matką. Wcześniej uprzedził Jadwigę, że Róża jest wielką artystką, a w dodatku kobietą nerwową. Strach przed spotkaniem jednak szybko znikł, kiedy matka Władysława powitała jego narzeczoną ciepłym pocałunkiem. Róża wręczyła przyszłej synowej w prezencie srebrną tackę z okrągłym chlebem i pozłacaną solniczką. Władysław nie posiadał się ze szczecią.

Po ceremonii ślubnej pan młody odnalazł swoich rodziców w bocznej nawie kościoła. Matka patrząc na niego z niemal martwą twarzą powiedziała: Idź precz do nowej rodziny! Pchaj się w tę tłuszczę. Ja tam niepotrzebna.

Po weselu w domu rodzinnym, matka Jadwigi – pani Kasia – zajęła się gośćmi. Jadwiga otrzymała od swego ojca dzieło o monetach szwedzkich w Polsce, od matki wachlarz romantycznej muzy, od litewskich krewnych emaliowe brodze, bransolety z granatów, turkusowe kolczyki. Na weselu śpiewano, wznoszono toasty, tańczono. Nad ranem Władysław odnalazł swoją żonę zapłakaną w pokoju. Powiedziała mu, że Róża stwierdziła, iż ślub prawosławny jest piękniejszy, że w Polsce śmierdzi, że szlachta zaprzedała ten kraj, że miłość to łgarstwo, a na koniec, że Władysław w tym związku umrze z głodu. Mężczyzna po tym co usłyszał zrozumiał, iż musi wybierać pomiędzy żoną, a matką, ponieważ to musiało się wreszcie skończyć. Natychmiast po ślubie para młoda wyjechała.

Róża często odwiedzała syna i synową. Władyś witał ją wtedy niczym królową, a matka traktowała Jadwigę jak powietrze, jak zło konieczne. W upalne dni kazała, aby jej paliła w piecu, narzekając, że mieszkanie jest zawilgocone. Żądała wyszukanych potraw, zatrzymywała syna w domu, uniemożliwiając mu pracę w biurze. Władysław spełniał jej zachcianki, uspokajał, a na swoją żonę patrzył z wrogością, chociaż ta robiła wszystko, co jej kazali. Róża wtrącała się do prowadzenia domu, kuchni, a także zgłaszała zastrzeżenia co do garderoby syna i jego żony. Pod obecność Władysława kobieta była pozornie dobra i uprzejma wobec Jadwigi. Jednak gdy wychodził urządzała istne piekło, wyśmiewała dziewczynę, mówiąc, że jej matka, choć pochodziła z wysokich polskich sfer, niczego jej nie nauczyła. Nie mogąc tego dłużej znosić, Jadwiga krzyknęła teściowej w twarz: Tylko o mojej matce nie wolno! Tylko już matki i Polski proszę nie tykać! Spokój powracał do domostwa w momencie, gdy Róża siedziała w pociągu i jechała do siebie.

Sytuacja domowa Jadwigi zmieniła się, gdy na świat przyszło ich troje dzieci. Wychowywała je w miłości i czułości, aby nie miały nieszczęśliwego dzieciństwa, jak jej mąż. Natomiast Róża nie poświęcała wnukom żadnej uwagi. Cieszyła się tylko, że odziedziczyły po Władysławie. Gdy bywała u nich wspólne posiłki były swoistym egzaminem dla dzieci. Służba i nauczyciele wnuków w obecności Róży pracowali staranniej i ciężej niż zazwyczaj, obawiając się ostrej reprymendy z jej strony. Na słowo uznania z jej strony nie mieli jednak co liczyć. Gości syna i synowej traktowała podejrzliwie, nie wierzyła w bezinteresowną przyjaźń, w ludzką dobroć. Wszędzie wietrzyła podstęp i fałsz. Z nikim się nie spoufalała i to samo radziła synowi. Na czas jej pobytu dom zamieniał się w arenę wytężonej pracy. Gotowanie, szycie, szorowanie pod jej nadzorem trwało nieustannie. Jadwiga w dni, kiedy była u nich teściowa, dostawała nerwicy.

IX

Władysław po dziesięciu latach małżeństwa otrzymał posadę na placówce w Rzymie. Pewnego dnia zaprosił matkę do siebie, do stolicy Włoch. Na początku Róża zachowywała się bardzo poprawnie. Miała już sześćdziesiąt lat, chociaż wyglądała na zaledwie czterdzieści. Pasjonowały ją zabytki, historia i ludzie „wiecznego miasta”. Jednak po kilku dniach zainteresowanie Rzymem przeniosła na gospodarstwo domowe syna. Biadoliła nad ich meblami, nad garderobą Jadwigi, nad dziećmi i służbą.

Pewnego razu syn zabrał ją na raut do ambasady. Tak jej się tam spodobała, że postanowiła urządzić podobne przyjęcie w domu Władysława. Kazała zmienić meble i cały wystrój domu, czym naraziła syna na wielkie koszty. Jadwiga postanowiła, że i tym razem nie będzie się wtrącać.

Podczas przyjęcia Róża zagrała dla gości przy akompaniamencie Władysława. Publiczność była pod wielkim wrażeniem ich występu. Po mini recitalu ambasador podziękował kobiecie za prawdziwie polski sentyment z jakim wykonała utwory i zapytał, czy nie chciałaby swoją muzyką przysłużyć się polskiej propagandzie. Róża zaśmiała mu się wtedy w twarz, mówiąc:
Sentyment? Pan to nazywa polski sentyment? Na, a ja panu powiem, że ja przez polską blagę życie zmarnowałam! Ja mogłam wielką, wielką artystką być, żeby nie wasza blaga!


Władysław przeprosił ambasadora za słowa matki, mówiąc, że kiedyś pewien niesumienny profesor skrzypiec January Bądski zepsuł jej karierę. Ten wieczór gubił Różę w sercu syna. Nazajutrz kobieta była już w drodze powrotnej do domu.

Innego wieczora Władysław znalazł swoją matkę klęczącą przed kozetką. Tuliła do siebie jakieś przedmioty. Był to krzyżyk, który odebrała Michałowi zaraz po zerwaniu, smyczek ofiarowany przez Sarasatiego, lok włosów zmarłego Kazia i fotografia zaręczynowa Władysława i Jadwigi. Rzekła wtedy do syna: Godzinami siedzę i patrzę na tych zdrajców.

Któregoś dnia Władysław zabrał ją do Ostii, nad morze. Spacerując po starym mieście matka podziękowała mu, że pokazał jej inny świat. Była blada i wystraszona. Zapytała go wtedy: Władyś, jakże będę umierać, kiedy nie żyłam ja wcale?

X

Władysław odwiedzał rodziców w kraju co parę lat. Przez cały czas z nimi korespondował i starał się wspólnie z nimi obchodzić święta. Ojciec przeszedł na emeryturę, siostra wyszła za mąż.
Władysław przekonał się, że nic na świecie nie może Róży przebłagać, że nie ma takiego miejsca, które by chciała uznać za szczęśliwe, ani takiego czasu, który by ją uspokoił. Widział siebie czystym w sumieniu: uczyniwszy wszystko, na co było go stać, wykreślił z życia Różę: pozostawił już tylko matkę. Matkę często niepoczytalną, groźną dla otoczenia, o którą trzeba dbać, którą jednak przede wszystkim należy izolować.
Wysyłał jej pieniądze na w miarę dostatnie życie i wszelkie kuracje.

Róża odwiedziła Władysława i Jadwigę, w Królewcu, dokąd przenieśli się wraz z dziećmi z Rzymu. Bohaterka z wiekiem stała się niesłychanie wyczulona na komfort, dlatego też wiecznie narzekała mieszkając u syna, chociaż niczego jej tam nie brakowało. Między nią, a Jadwigą, nadał istniała niewidzialna ściana. Wnukom przywoziła prezenty, ale wciąż się nimi nie interesowała. Spacerowała po mieście, robiła na drutach, niewiele czasu spędzała z synem. Taki stan rzeczy odpowiadał obu stronom. Wyjeżdżała od nich zawsze o ustalonym wcześniej terminie.

W mieszkaniu Marty ojciec opowiedział Władysławowi, dlaczego matka się zdenerwowała. Róża, gdy tylko zobaczyła syna podniosła się na łóżku i, jak zwykle, zaczęła narzekać, że nikt się o nią nie martwi, że mieszka sama w wynajętym mieszkaniu, bo Adam zostawił ją dla Kwiatkowskiej, że jej się bardzo nudzi, że ma dość słuchania radia i haftowania, i tego, że córka każe jej na siebie czekać, chociaż były umówione.

Powiedziała, że poprosiła o przyjście Władysława, aby pomógł jej załatwić ponowny wyjazd do Królewca na wizytę u doktora Gerhardta. Zmęczona narzekaniem, zasapana usiadła na łóżku. Syn poprosił ją, aby się uspokoiła i nie denerwowała. Zapewnił też, że wszyscy martwią się o nią i jej zdrowie. Na koniec oznajmił: Jeżeli za cenę zdrowia masz być dobra, wyrozumiała, to już lepiej bądź zła; moja mamo…

Róża chcąc być uprzejmą zapytała synową, co słychać u jej matki. Dla Jadwigi ten temat był bardzo drażliwy, gdyż teściowa zawsze lekceważąca podchodziła do jej rodziny. Synowa nie znosiła Róży, za to, że gardziła ludźmi, szydziła z Boga, Ojczyzny i dręczyła bliskich. Teraz na jej zapytanie o rodzinę odpowiedziała zdawkowo: Dziękuję, moja matka ma się nieźle.

Jadwiga odzwyczaiła się od swojego rodzinnego domu, gdyż przez długie lata mieszkali z mężem za granicą. Dużo zmieniło się prze ten czas. Ojciec zmarł kilka lat temu, nie zostawiając żadnego kapitału. Dla jej rodziny skończyło się dostatnie życie. Siostrę Magdę zostawił mąż dla podstarzałej Francuzki. Druga siostra – Stasia, chorowała na gruźlicę. Matka Jadwigi – pani Kasia, niańczyła wnuki, sama prowadziła dom, aby zaoszczędzić na służbie. Nie organizowała już czwartkowych herbatek dla przyjaciół. Milczała, gdy chwalono demokratyczne rządy i literaturę bolszewicką. Wciąż dźwigała na swoich barkach szlacheckie brzemię.

XI

Do domu wreszcie wróciła Marta. Róża przypomniała sobie wówczas dzień dziesiątej rocznicy śmierci Kazia. Była z mężem na cmentarzu, potem wróciła sama do domu, a Adam poszedł na sesję do szkoły.

Bóg nigdy nie przyszedł Róży z pomocą, chociaż co jakiś czas chodziła do spowiedzi i przyjmowała komunię. Pamiętała, że gdy Michał wyjeżdżał z Warszawy na politechnikę do Petersburga, oddała mu swój krzyżyk od chrztu i razem poszli do kościoła. Wtedy prosiła Boga, aby jej ukochany wrócił do niej. Jednak Bóg jej nie wysłuchał, miała o to do Niego żal, zresztą nie tylko o to.

Gdy wróciła z cmentarza do domu Władysław siedział nad zadaniem z matematyki, za rok miał zdawać maturę. Miała mu za złe, że nie zwraca na nią uwagi. Pomyślała nawet, że go zastrzeli, albo zaatakuje Adama nożem, wtedy ktoś ją zauważy, chociażby śmierć. Nocą sięgnęła po rewolwer męża, w świetle księżyca sprawdziła, czy w komorze są naboje, mocując się z cynglem upuściła broń. Podnosząc ją z podłogi oprzytomniała i pomyślała: Jezus, Maria, toż ja chciałam syna zabić! Dlaczego? Schowała rewolwer, przeszła do salonu i chwyciła za skrzypce. Zaczęła na nich grać bez opamiętania, z czoła spływał jej pot, a serce waliło co sił. Wreszcie zapłakana padła na podłogę. Do domu wrócił Adam, od razu przeprosił za spóźnienie, ponieważ w pracy zatrzymało go nieplanowane zebranie, a potem był u fryzjera.

Oczy Róży wręcz płonęły, gdy z wielkim żalem w głosie opowiadała mężowi o swojej młodości. Jako stypendystka wyjechała do Petersburga, po pół roku już występowała przed wielkim księciem. Musiała udowodnić, że nie przeznaczone na jej rozwój rządowe pieniądze nie są wyrzucane w błoto. Pojechała tam jednak głównie z powodu Michała. Było jej w Rosji bardzo ciężko, gdyż myślała nieustannie o ukochanym, który zostawił ją dla kursistki. W nocy w internacie nie mogła ćwiczyć, ponieważ koleżanki chciały spać. Często była głodna, gdyż nikt tak na dobrą sprawę o nią nie dbał. Jej rówieśniczki często otrzymywały paczki z domów, a ona wstydziła się napisać do rodziców, ponieważ i tak nie było ich stać na przesłanie czegokolwiek. Rozpacz, głód, wysiłek ponad siły doprowadziły do tego, że zachorowała na tyfus. Lekarz oświadczył jej, żeby wróciła do domu i zajęła się robieniem pończoch. Czuła się upokorzona przez Petersburg.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Streszczenie „Cudzoziemki” w pigułce
2  Konstrukcja „Cudzoziemki”
3  Znaczenie tytułu „Cudzoziemka”



Komentarze: „Cudzoziemka” - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2012-12-24 21:59:57

Mi osobiście ksiazka się pdodobala, autorka książki ukazała nam cala skomplikowana psychikę bohaterki, jest ona kobieta nieprzewidywalna. Lektura godna uwagi, kojarzy mi się ze 'Zbrodnia i kara'- tu Dostojewski doskonale ukazał psychikę bohatera. dzięki takiej analizie możemy dokładnie poznać motywy bohaterów, a także wyciągnąć wiele cennych wioskow.W 'Cudzoziemce' ukazane jest na końcu, ze tak naprawdę najwazniejsza wartością jest szczęścia i życie dniem dzisiejszym, nie rozpamiętywanie złych chwil, lecz podkreślanie dobrych. Ale się rozpisałam..hahaha..no ale musiałam wobec tylu negatywnych opinii. KSIĄŻKĘ JAK NAJBARDZIEJ POLECAM :-)


2011-04-15 21:48:37

ale co jak co to ta strona jest najlepsza jeśli chodzi o streszczenia, z kartkówek (bardzo szczegółowych) które robiła nam profesorka dostawiałam same czwórki i piątki (bez kitu!) przeddzień przeczytawszy to opracowanko :) Pozdrawiam i dziękuję :)


2011-02-04 16:09:10

Mi tam się podobała, z początku trudno było się przyzwyczaić do specyficznego języka, ale potem już dużo milej się czytało ;p Róża jest ciekawą postacią. :P


2010-11-04 19:44:05

Róża wpajała dzieciom, by właśnie one się o nią martwiły, gdy nie było jej przez dłuższy czas, jestem o tym przekonana. "Róża zawsze żądała od dzieci, by nie niepokoili się o nią i nie przejmowali jej zdrowiem." Ona właśnie chciała by się przejmowali, i sztukę PRZEJMOWANIA SIĘ opanowali do perfekcji.


2010-10-17 16:22:31

Na początku zaznaczę, że UWIELBIAM czytać. Omawiamy tę książkę na rozszerzeniu z polskiego i właśnie ją przeczytałam. Jest po prostu fatalna. Banałów od groma. Denerwująca NADMIERNA ilość obcojęzycznych słów i zwrotów. Idiotyczne (tak! idiotyczne) zakończenie. Gdyby nie to, że bardzo przykładam się do rozszerzenia, chyba bym poległa.




Streszczenia książek
Tagi: